Opis pomysłu to zaledwie 5% powodzenia. Działający w Ameryce anioł biznesu Tad Witkowski chce wyłożyć pieniądze na dobre i dobrze opisane polskie pomysły na biznes w dziedzinie nowych technologii.
Tadeusz Witkowski Do 31 maja można wziąć udział w "Konkursie na biznesplan". Konkurs daje szansę na realizację pomysłów biznesowych w sektorze IT/Internet przedsiębiorcom, którzy nie mają funduszy na wdrożenie projektów w życie. Tadeusz Witkowicz, animator konkursu, 10. na liście najbogatszych Polaków za granicą, według magazynu Forbes, zamierza wspierać najciekawsze projekty w fazie początkowej. Najlepsze prace mają szansę przerodzić się w biznes. Na inwestycje w Polsce Witkowicz przeznaczył 25 mln USD.
CIO: Na jaką skale zainteresowania "Konkursem na biznesplan" Pan liczy? Jak ocenia Pan biznesowy potencjał polskich badaczy - bo, moim zdaniem, należy liczyć przede wszystkim na spin-offy akademickie?
Tadeusz Witkowicz: "Konkurs na biznesplan" jest katalizatorem do osiągnięcia mojego głównego celu, którym jest znalezienie projektów wartych zainwestowania. Pomysł się sprawdza, bo od chwili rozpoczęcia konkursu wpłynęło ponad 75 projektów. Muszę jednak zaznaczyć, że przypuszczam, iż przedsiębiorca, który chce założyć biznes nie będzie czekał na wyniki konkursu (do czerwca lub lipca) i zaprezentuje swój biznesplan bezpośrednio Otago Capital, bo mu się będzie spieszyć. Na takich ludziach mi właśnie zależy.
Natomiast poziom 75 biznesplanów, które dostałem z Polski, jest niestety bardzo słaby. Biorę udział w analizie i inwestycjach pomysłów z USA, przede wszystkim z Bostonu, a w szczególności z MIT i Harwardu, gdzie mam okazje zapoznać się z wieloma pracami. Tylko jeden projekt, który dostałem z Polski, można uznać za biznesplan. Reszta to opisy pomysłów. Notabene właśnie zainwestowałem w ten biznesplan. Jest to firma Forum Rozwoju Menedżerskiego, stworzona przez grupę dwudziestopięciolatkow, pragnących zrobić coś wyjątkowego w Polsce ( www.getinspired.pl/ ).
Opisy pomysłów to dopiero 5% sukcesu. Aby pozyskać inwestora, trzeba pokazać, że pomysł w ciekawy sposób rozwiązuje ważny problem klientom, że pomysłodawca ma jedyną w swoim rodzaju wiedzę, a także doświadczenie, ekspertyzę, talent, aby ten pomysł zrealizować, że ma potwierdzenie klientów, że takie rozwiązanie można im sprzedać, firma potrafi skutecznie obronić swoją pozycję przed konkurencją, plan sprzedaży jest realistyczny, plan finansowy jest realistyczny, a w dodatku iloraz ryzyka i zysku dla inwestora jest mały.
Dlaczego konkurs ogranicza Pan do IT i Internetu, a nie uwzględnia Pan na przykład biotechnologii? W których dziedzinach nauk ścisłych polscy badacze i inżynierowie reprezentują największy potencjał?
- Inwestycjami typu start-up rządzą dwie zasady i kierują się nimi ściśle firmy VC i aniołowie biznesu: inwestuj w branżę, na której się znasz, lub w ludzi, którzy są wyjątkowi, a najlepiej, gdy występują oba te parametry. Nie znam się na biotechnologii ani na naukach medycznych, ale wiem, że w tych branżach wprowadzenie produktów na rynek trwa zwykle bardzo długo i jest bardziej ryzykowne - różne agencje rządowe muszą zatwierdzić, że produkt nadaje się do sprzedaży. Produkt w branży IT lub Internetu można sprzedawać, o ile działa i nie trzeba czekać na pozwolenie agencji rządowych.
Trudno mi wypowiadać się na temat zdolności polskich naukowców. Natomiast jestem w stanie ocenić wiedzę i zdolności polskich programistów. Jest ona na najwyższym poziomie. Ludzi, którzy pracowali w oddziałach moich polskich firm CrossComm (dzisiaj Intel Polska) i Sdlex (dzisiaj Compuware Poland) oceniam jako lepszych od ich rówieśników w oddziałach moich firm w USA.
Jak Pan sądzi, dlaczego w Polsce nie powstała do tej pory przełomowa technologia informatyczna czy produkt technologiczny, który byłby znany na całym świecie?
- Przełomowe produkty nie powstają w próżni, a niestety, typowy informatyk czy naukowiec w Polsce działa w próżni. Chodzi o kontakt mądrego i pomysłowego człowieka z realiami klientów, gdzie może odkryć problemy biznesowe lub zapotrzebowanie klientów instytucjonalnych. Taki kontakt jest najczęściej okazją dla pomysłowego człowieka do odkrycia problemu i jego rozwiązania. Ja sam zrobiłem takie odkrycia trzykrotnie i w związku z tym mogłem stworzyć trzy firmy, które dostarczały odpowiednie rozwiązania na rynek.
Media piszą o wielkich sukcesach takich firm, jak eBay, Amazon, Google lub YouTube. Pytanie: dlaczego piszą o tym wszystkie światowe media? Ponieważ są to wyjątkowe zjawiska. Takie wielkie sukcesy są podobne do wygranej na loterii, szansa dużej wygranej jest nikła. To również oznacza, że aby wygrać na loterii, trzeba grać, tu tkwi sedno sprawy. Trzeba zakładać mnóstwo firm, aby jednej z nich udało się wygrać. W Polsce natomiast jest bardzo mało graczy. Mało jest więc i wygrywających losów. Oczywiście, są wyjątki, takie jak firma Prokom, która osiągnęła olbrzymi sukces finansowy. No, ale te czasy już chyba minęły. Wtedy gra była prowadzona przez kilku graczy, a niekiedy tylko jednego gracza i w dodatku reguły gry nie były przejrzyste, co można było wykorzystać do osiągnięcia przewagi konkurencyjnej. Trzeba gratulować takim firmom, bo wykorzystały szanse na sukces do maksimum, a to właśnie jest zasada działania w biznesie. To trzeba chwalić, a nie ganić.
Realia firm typu start-up, przynajmniej w USA, są takie, że prawdziwa ekonomia bazuje na start-upach. Na przykład ostatnio byłem na spotkaniu, na którym jedna z firm przedstawiała Vermont Bread Company. To firma założona przez dwudziestokilkuletnią kobietę, która założyła ekologiczną piekarnię. W ciągu piętnastu lat działalności zbudowała firmę o obrotach rzędu 15 milionów dolarów i właśnie ją sprzedała.
Uważam, że aby polski start-up mógł zaistnieć na rynku światowym, trzeba mnóstwo działań na rynku lokalnym. To jest tak jak w piłce nożnej. Nie można grać na poziomie światowym, jeśli nie mamy zorganizowanych lig trampkarzy, juniorów, seniorów i zawodowców. Tak to działa - żeby kontynuować analogię - w Holandii i efekty widać na arenie światowej.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.